Wisła skuta lodem

Jeszcze tydzień temu Wisła była skuta lodem i można było podziwiać bajkowy krajobraz roztaczający się z wiślanej skarpy między Zakroczymiem, a Płockiem. Dziś – mimo, że to dopiero pierwsze dni lutego i środek zimy kalendarzowej, Wisła płynie sobie swoim spokojnym nurtem, a po pokrywie lodowej zostały tylko nieliczne ślady przy samym brzegu rzeki. Podobna sytuacja miała miejsce również w ubiegłym roku, kiedy to wody Wisły zamarzły tylko na kilka dni. Jednak kiedyś było zupełnie inaczej…

Jerzy S. Majewski zamarzniętą Wisłę opisuje tak: „Zimą białe robiły się nie tylko ulice, dachy domów czy parki, ale też na beton zamarzała Wisła. I to zwykle już w grudniu, a lody puszczały dopiero w marcu. (…) Przed latami 60 XIX w. zanim rzeka zamarzła, likwidowano pływające mosty, które stawały się niepotrzebne, bo na drugi brzeg można było przejść po lodzie. Lodowa tafla była zresztą częściowo odśnieżana i zamieniała się w autostradę dla karet i powozów. Po drodze trzeba było jednak uważać. Można było zboczyć z trasy i wpaść do licznych przerębli, które wiercili nie tylko rybacy, ale i robotnicy sprzedający bryły lodu restauracjom, browarom czy zarządcom rezydencji i kamienic. Lód trafiał do piwnic i ziemianek i gdy nadchodziły ciepłe dni pełnił tam tę samą funkcję co dziś agregaty lodówek. Wisła przestała zamarzać dopiero na przełomie XIX i XX wieku, gdy zaczęły do niej spływać ścieki komunalne i przemysłowe.”

Na stronie internetowej wkazimierzudolnym.pl Wisłę skutą lodem autor wspomina następująco: „Łażenie po lodzie, po zamarzniętej Wiśle było przed laty praktyką powszechną. Spacerowano, fotografowano się, ślizgano, przechodzono na drugi brzeg. Miało to w sobie coś z cudu: człowiek mógł opanować żywioł, suchą nogą iść niby to po wodzie. (…) Wisła była tak zamarznięta, że nie tylko ja jeździłem po lodzie. Ja na motorze, ale jeździli czym się dało: sańmi, końmi, do Janowca i z powrotem. Na targ we wtorki i piątki ludzie przychodzili na piechotę. Jak jeszcze wału nie było to tafle lodu się spiętrzały i to już było niebezpieczne, komunikacja się rwała. (…)  Chodziło się z dziećmi i przyjaciółmi, w zaufaniu, że rzeka na to daje przyzwolenie i lód nie runie. Zima to zima! Zimą wiślana woda zamienia się w most, promenadę, lodowisko. Uciecha za uciechą i nawet zimno nie dokuczało.”

W niezwykłej książce Tadeusza W. Świątka i Rafała Chwiszczuka zatytułowanej Królowa Wisła możemy przeczytać: „Wisła nie tylko służyła warszawiakom latem, ale z jej uroków korzystano i zimą. Na skutej lodem Wiśle praktykowano z końcem XIX wieku kąpiele w przeręblach! Jedną z takich amatorek zimnej wody była w latach 80-tych XIX wieku primadonna warszawskiej operetki, Adolfina Zimajer. Po lodzie też się ślizgano, a warszawska firma słynąca z wprowadzania nowinek technicznych na rynek – Towarzystwo Handlu „Krzysztof Brun i Syn” – sprowadzało z krajów skandynawskich wspaniałe stalowe łyżwy, tzw. „śniegórki” przykręcane kluczykiem do buta, nowość!!! Z tej nowości korzystali zarówno młodzi, jak i starzy, niekoniecznie ślizgając się na zamarzniętej rzece (…)”

Przed II Wojną Światową na Wiśle grano również w hokeja, co pokazuje poniższy krótki film:

Dziś w wyniku dalece idących zmian w klimacie trudno spodziewać się, że Wisła zostanie skuta lodem na kilka miesięcy. W dzisiejszych czasach pokrywa lodowa na Wiśle staje się czymś wyjątkowym, a być może w odległej przyszłości czymś niespotykanym. Dlatego też warto nacieszyć oczy takim oto widokiem:

Możesz także chcieć ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *